Pierwsi wielcy skandaliści czy grzeczny kwartet z Liverpoolu?

O Beatlesach w nieco innym świetle...

"Of the beginning, of the beginning" ("Tomorrow never knows")

W tym roku minęły 52 lata od wydania albumu "Please, Please Me" będącego płytowym debiutem The Beatles - grupy, która stała się pierwszym na taką skalę kulturowym fenomenem i zmieniła oblicze muzyki rozrywkowej. O kwartecie z Liverpoolu napisano wiele - tematu Fab Four dotykali zarówno dziennikarze muzyczni, autorzy oficjalnych i nieoficjalnych biografii, jak i nauczyciele akademiccy. Obecność zespołu z Merseyside jest już tak mocno zakorzenia w światowej kulturze, że może wydawać się że era prebeatlesowa jest dla współczesnego świata niezwykle odległa w czasie.

Hunter Davies, autor jedynego autoryzowanego (wydanego w 1968 roku - jeszcze przed premierą płyt "Abbey Road" i "Let It Be") życiorysu The Beatles w artykule do gazety Huffington Post całkiem słusznie zwrócił uwagę na fakt, że temat autorów "She Loves You" w nauczaniu akademickim zaczął pojawiać się sporadycznie pod koniec lat sześćdziesiątych, ale już zaledwie kilka lat później rozpoczął się prawdziwy rozkwit i moda na naukową analizę twórczości grupy. Pierwsza udokumentowana przez Daviesa praca naukowa traktująca o Beatlesach została napisana przez amerykańską studentkę Melodie Ziff i dotyczyła tekstów grupy w ujęciu poetyckim (oryginalny tytuł pracy: "The Beatles' lyrics as a poetry") - było to w połowie lat siedemdziesiątych. Od tego czasu najbardziej popularny zespół XX wieku stał się obiektem analiz nie tylko recenzenckich, ale i stricte naukowych.

"I used to get mad at my school" ("Getting Better")

W książce "Reading the Beatles: Cultural Studies, Literary Criticism, and the Fab Four" wydanej w 2006 roku przez State University Of New York jeden z jej współautorów - Ian Marshall - zestawia ze sobą The Beatles i Michaiła Bachtina. To jedna z ciekawszych prób konfrontacji teorii literatury i muzyki rozrywkowej.

Ian Marshall w pracy "Bakhtin and The Beatles" porównał grupę do całego społeczeństwa przypisując konkretnemu muzykowi dane cechy i role. John Lennon miał być mózgiem, intelektualnym aktywistą, Paul McCartney to serce kojarzące się ze słodkimi melodiami i uzupełnieniem wyrachowania mózgu, George Harrison jawił się jako dusza, cichy mistyk, Ringo Starr to natomiast wesołek będący przyziemnym, choć niezbędnym uzupełnieniem trzech pozostałych postaci.

Autor podkreślił admirację Bachtina dla dialogiczności litearatury przy jednoczesnym wyszczególnieniu tej samej cechy (oczywiście w kontekście muzycznym) w twórczości grupy. Bachtin uważał, że powieść (w przeciwieństwie do poezji) pozwala na wielogłosowość i - co za tym idzie - rozszerzenie spectrum poetyckiego monologu i możliwość odejścia od ograniczonej formy nie pozwalającej na dialog. Począwszy od wydanego w 1965 roku albumu "Help" twórczość zespołu charakteryzowała się (cytując Marshalla) "mieszaniem gatunków, intertekstualnością, występowaniem elementów powieści polifonicznej, karnawalizacją czy elastycznością" - było to zbieżne z głównymi ideami rosyjskiego literaturoznawcy.

Marshall zestawia konkretne przykłady utworów grupy czy sposobów pracy nad piosenkami z ideami Bachtina. Mieszanie gatunków w twórczości The Beatles to w dużej mierze otwartość na inne style, co wcześniej w (raczkującej) muzyce rockowej było niespotykane aż na taką skalę. W "Antologii" pojawia się wypowiedź George'a Harrisona, którą można śmiało skorelować z Bachtinowską teorią: "Wszyscy otwieraliśmy się na różne obszary i dzieliliśmy się tym ze sobą" Harrison w połowie lat sześćdziesiątych mocno zainspirował się kulturą Indii - wpływy indyjskiej muzyki również zostały przeniesione do twórczości Beatlesów, chociażby poprzez użycie nietypowego jak na rockowy zespół instrumentarium (sitar i inne instrumenty charakterystyczne dla tego kręgu kulturowego). Marshall jednak za najbardziej czerpiącą z innych gatunków płytę uważa "White Album" - w utworze "Ob-La-Di, Ob-La-Da" słychać wpływy calypso i reggae, kołysanka przychodzi na myśl w "Good Night", country pojawia się w "Rocky Racoon", jest nawet quasi-melodia dla dzieci w "The Continuing Story of Bungalow Bill". Takich piosenek powstało zresztą o wiele więcej.

Przykłady intertekstualności w tekstach grupy zaobserwować można natomiast począwszy od albumu "Rubber Soul" wydanego w 1965 roku. W utworze "Tomorrow Never Knows" pochodzącym z płyty "Revolver" (1966) John Lennon powołuje się na "Doświadczenie psychodeliczne" Timothy'ego Leary; w piosence "Julia" korzysta z twórczości Dżubrana Chalil Dżubrana a poetykę "Lucy in the Sky With Diamonds" czerpie z "Alicji w Krainie Czarów", Paul McCartney natomiast w utworze "Golden Slumbers" z płyty "Abbey Road" powołuje się na wiersz Thomasa Dekkera zatytułowany "Cradle Songs" cytując jego spore fragmenty. Lennon często podkreślał zresztą, że napisane przez niego słowa bywają niepotrzebnie i na siłę interpretowane - jako wyraźny przykład można podać tekst utworu "Being for the Benefit of Mr. Kite", który swoją inspirację znalazł w starym plakacie cyrkowym. W dużej mierze kluczem do zrozumienia piosenek The Beatles i odnalezieniem odpowiednich kontekstów jest lektura poezji, wschodniej filozofii czy po prostu znajomość kultury.

Marshall podkreśla Bachtinowską apoteozę powieści jako gatunku, jednocześnie znajdując w twórczości Beatlesów początki wprowadzenia storytellingu jako elementu tekstu piosenki. Jako wyraźny przykład opowieści pokazuje utwór McCartneya "Norwegian Wood (This Bird Has Flown") będący historią niespełnionej, platonicznej miłości. W utworze "She Said She Said" Lennon wciela się w narratora, którego historia oparta jest na skrawkach rozmów z imprezy. Idea otwartości natomiast wyraźna jest chociażby w piosence "I don't want to spoil a party", gdzie narrator (Lennon) opuszcza przyjęcie, ponieważ nie pojawiła się na nim dziewczyna, której oczekiwał. Odbiorca jednak ma otwartą furtkę - nie wiemy, czy narrator wrócił na imprezę (taką chęć, w razie przybycia dziewczyny, zadeklarował w tekście). Dla twórczości The Beatles charakterystyczne jest też pole dla własnej interpretacji słuchacza, co można zaobserwować w takich utworach jak "Revolution" czy wspomnianym wcześniej "Norwegian Wood". Fab Four również zaabsorbowali karnawalizację (długie włosy, oryginalne stroje, wolna miłość, protesty antywojenne) do swojej sztuki, na co w dużym stopniu mogło wpłynąć zażywanie LSD. Trudno powiedzieć, czy Michaił Bachtin słuchał The Beatles (zmarł w 1975 roku), jednak nie sposób nie przyznać racji koncepcjom Iana Marshalla.

The Beatles zainspirowali również naukowców z różnych innych dziedzin do głębszej akademickiej analizy. W zestawieniu "Reading the Beatles: Cultural Studies, Literary Criticism, and the Fab Four" znaleźć można prace dotyczące problemu formalnej struktury muzyki grupy (John Covach), seksualności i kwestii gender w twórczości The Beatles (Sheila Whiteley), obrazu zespołu w filmach (Kenneth Womack i Todd F. Davis), położenia Fab Four w kulturze wysokiej i masowej (Paul Gleed) czy nawet postmodernistycznej polityki w ujęciu płyty "White Album" (Jeffrey Roessner). Należy spodziewać się, że również i w polskim, coraz bardziej liberalnym, dyskursie akademickim temat czwórki z Liverpoolu będzie pojawiał się coraz częściej.

"Revolution"

Abstrahując od naukowej próby zrozumienia fenomenu Beatlesów, kwestią która może być nieoczywista dla współczesnych słuchaczy jest fakt, że niezwykle istotny w historii kwartetu z Liverpoolu był bunt. Dziś grupa The Beatles dla wielu jest synonimem ugrzecznionej, zuniformizowanej muzyki (definicję rockowego skandalu na nowo napisali tacy artyści jak taplający się podczas koncertu w ekskrementach G.G. Allin czy przybijający nagie modelki do krzyża metalowcy z Gorgoroth - patrzenie z perspektywy współczesności na prowokacje lat sześćdziesiątych pozbawione jest głębszego sensu). Trzeba jednak brać pod uwagę ewolucję światopoglądową i pamiętać, że identycznie ubrani, uśmiechnięci dwudziestolatkowie z teledysku do utworu "She Loves You" zaledwie cztery lata później (czyli w 1967 roku) szokowali kolorowymi strojami, oryginalnymi jak na tamte czasy fryzurami i zarostem. Kontrowersyjne również były teksty Lennona i McCartneya, w których do dziś (nierzadko słusznie) dopatruje się afirmacji narkotyków. Mitem obrosła również (wyjęta z kontekstu) wypowiedź Johna Lennona, który stwierdził kiedyś, że "The Beatles są popularniejsi od Jezusa" (cytat pochodzi z wywiadu udzielonego gazecie Evening Standard w 1966 roku, jakże proroczo można traktować słowa muzyka o spodziewanym zaniku siły chrześcijaństwa). Jakie więc było prawdziwe oblicze The Beatles?

Image Beatlesów z początkowych lat ich kariery w dużej mierze został stworzony przez pierwszego menadżera grupy - Briana Epsteina. Epstein postanowił zadbać o PR zespołu - grupa nie mogła na scenie jeść i pić (co w przypadku długich godzin spędzonych na ogrywaniu materiału na żywo było rzeczą naturalną) ani nawet żartować z publicznością (co przecież w późniejszych latach stało się jednym ze znaków rozpoznawczych Beatlesów). Skutecznie wyciszane były też tematy damsko-męskie: zarówno te oficjalne (John Lennon ożenił się z Cynthią Powell w wieku 22 lat, rok później urodził się mu syn Julian), jak i te związane z rock and rollowym stylem życia (groupies - fanki "polujące" na swoich idoli nie były niczym niezwykłym nawet pięćdziesiąt lat temu) O narkotykach jednak wtedy jeszcze nie było mowy.

"Twist and Shout"

Jeszcze przed nagraniem swojego pierwszego albumu, "Please Please Me" praktycznie anonimowi poza Liverpoolem Beatlesi trafili do Hamburga, gdzie przez kilka miesięcy jako rezydenci różnych klubów szlifowali warsztat grając przez długie godziny zarówno swoje pierwsze numery, jak i covery rock'n'rollowych standardów.

Pierwszym środkiem psychoaktywnym, z którym zespół zetknął się prawdopodobnie jeszcze w Niemczech była legalna w tamtych czasach amfetamina (znana wówczas jako benzedryna). Monotonia knajpianych koncertów i zmęczenie spowodowane długimi występami spowodowały chęć sięgnięcia po substancje umożliwiające przetrwanie tej koniecznej, ale niezwykle wyczerpującej pracy. Na porządku dziennym było także przyjmowanie Preludinu - tabletek, które również działały pobudzająco (choć w mniejszym stopniu niż benzedryna), jednak powodowały uciążliwą suchość w ustach, co z kolei skutkowało zwiększeniem ilości piwa wypijanego podczas koncertów. John Lennon nie był jednak w kwestii substancji uaktywniających nowicjuszem - narkotykową inicjację przeżył jeszcze jako student szkoły plastycznej, o czym wspomina "Antologia" grupy.

"Isn't it good, Norwegian Wood" ("Norwegian Wood")

George Case w książce "Out Of Our Heads. Rock'n'Roll Before The Drugs Wore Off" za właściwy początek przygód The Beatles z narkotykami uznaje 28 sierpnia 1964 roku, kiedy to zespół spotkał się w Nowym Jorku z innym legendarnym muzykiem, Bobem Dylanem. Miejsce posiedzenia (z racji wszechobecnej beatlemanii) zostało ograniczone jedynie do pokoju hotelowego, gdzie Dylan postanowił podzielić się z brytyjskimi kolegami skrętem z marihuany. Jako pierwszy na konopie skusił się (a raczej został wybrany przez kolegów) Ringo Starr, który (nie znając etykiety palaczy) sam wypalił całego jointa. Do perkusisty szybko dołączyła jednak reszta zespołu - Paul McCartney nawet powiedział że "wtedy prawdziwie myślał po raz pierwszy".

Strona The Beatles Bible przypomina wypowiedź Johna Lennona na temat marihuany, która w kilka miesięcy po imprezie z Dylanem (w trakcie nagrywania albumu "Help") stała się ulubioną używką zespołu: "Paliliśmy marihuanę nawet na śniadanie". George Harrison przyznał nawet, że grupa kolektywnie spaliła jointa w toalecie Pałacu Buckingham w 1970 roku podczas ceremonii wręczania Orderu Imperium Brytyjskiego. Należy jednak pamiętać, że zawartość THC w marihuanie sprzed kilkudziesięciu lat była o wiele niższa niż w odmianach znanych dzisiaj.

"Lucy In The Sky With Diamonds"

Narkotykiem, z którym najczęściej kojarzono Fab Four było (i prawdopodobnie do dziś jest) jednak LSD. Jak twierdzi Hunter Davis, muzycy byli nieświadomi pierwszych kontaktów z tym środkiem. Jako zabawną anegdotkę można traktować fakt, że pierwsza przygoda The Beatles z "kwasem" miała miejsce w 1965 roku (LSD było wtedy legalne) podczas imprezy organizowanej przez zaprzyjaźnionego dentystę, Johna Rileya.

Psychodeliki na nowo zdefiniowały twórczość The Beatles. Lennon w jednym z ostatnich wywiadów w życiu udzielonym The Rolling Stone (1980, na kilka miesięcy przed śmiercią) poparł tezę, że LSD było wynalazkiem amerykańskiego rządu mającym na celu kontrolę umysłów: "Swoją drogą, musimy zawsze pamiętać żeby dziękować CIA i Armii, którzy wprowadzili LSD żeby kontrolować ludzi a w zamian dali nam wolność".

LSD nie było jednak tylko stymulantem dla eksploracji nowych obszarów twórczych - John Lennon stał się jego regularnym użytkownikiem, co w dużej mierze wpłynęło na rozstanie z Cynthią. Jego przyjaźń z Harrisonem (również fanem "kwasu") natomiast stawała się coraz mocniejsza - aż do momentu poznania Yoko Ono, drugiej żony najstarszego Beatlesa. Trzeba jednak przyznać, że Lennon był profesjonalistą - tylko raz (i to w dodatku nieświadomie) zdarzyło mu się przyjąć LSD podczas pracy - było to 21 marca 1967 roku, w trakcie nagrywania albumu "Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band". Ostatnim mocnym akordem Beatles jako grupy dotyczącym tego narkotyku był wywiad Paula McCartneya dla magazynu Life (17 maja 1967), w którym muzyk przyznał się do używania psychodelików. W latach siedemdziesiątych takie sytuacje również miały miejsce - wystarczy wspomnieć legendarne już spotkanie Lennona i McCartneya w Nowym Jorku w 1974 roku zakończone wspólnym wzięciem LSD i wizytą u Dawida Bowie.

W początkach drugiej połowy lat sześćdziesiątych coraz częstsze stały się również oskarżenia grupy o rzekomą promocję narkotyków w swoich tekstach. BBC nie zdecydowało się na emisję utworu "A Day In Life" - pojawił się w nim zwrot "I'd love to turn you on", co według stacji mogło stanowić promocję narkotyków. Z analogicznym problemem w tym samym czasie spotkali się The Doors - w utworze "Break On Through" usunięte zostało słowo "high" (chodziło o wers "She gets high"). Kolejnym (choć na pierwszy rzut oka trudnym do uchwycenia) nawiązaniem do psychodelików było umieszczenie podobizny Williama S. Burroughsa (przedstawiciela literackiego pokolenia beatników, admiratora opiatów) wśród wielu postaci na okładce albumu "Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band" (uważanego, całkiem zresztą słusznie, za najbardziej "narkotykowy" w całej dyskografii The Beatles"). Statystycy szacują, że około 1/6 piosenek grupy w mniejszym lub większym stopniu dotyczyło środków odurzających.

"He got monkey finger, he shoot Coca Cola" ("Come Together")

Jeśli chodzi o kokainę, nie był to ulubiony specyfik Beatlesów. Paul McCartney co prawda jako pierwszy okazjonalnie korzystał z tego mocno pobudzającego narkotyku (trwało to około roku, oczywiście w czasie zbliżonym do nagrania i wydania "Sierżanta Pieprza" i było regularnie balansowane przez marihuanę), później w jego ślady poszli John Lennon i Ringo Starr (już po rozwiązaniu zespołu), jednak ich przygoda z kokainą nie trwała zbyt długo.

Davis jako datę stanowiącą koniec przygody The Beatles z narkotykami podaje sierpień 1967. Bezpośrednią przyczyną rezygnacji z używania środków psychoaktywnych była fascynacja grupy filozofią Wschodu oraz początek praktyk buddyjskich u Maharishiego. Z perspektywy czasu jednak widać, jak bardzo ta deklaracja była daleka od prawdy - R.U. Sirius przytacza opinię osób z kręgu guru, jakoby Beatlesi w czasie pobytu w Indiach mieli regularnie korzystać ze środków odurzających. Również sytuacje, które wydarzyły się już po wydaniu książki Davisa stawiają w nieco innym świetle gwarancję narkotykowej trzeźwości Fab Four.

18 października 1968 roku w londyńskim apartamencie Ringo Starra policja zatrzymała Johna Lennona i Yoko Ono - powodem tego było posiadanie suszu konopi indyjskich. Analogiczna sytuacja miała miejsce 12 marca 1969, kiedy to w mieszkaniu kolejnego z Beatlesów - George'a Harrisona - znaleziono marihuanę.

"I don't believe in Beatles, I just believe in me" ("God")

Lata po rozpadzie The Beatles (grupa zakończyła działalność w 1970 roku) również nie były dla jego członków wolne od substancji odurzających. Łatwo znaleźć na to dowody.

Już w XXI wieku Paul McCartney udzielił magazynowi Uncut wywiadu, w którym przyznał się do (jednokrotnego) palenia heroiny. John Lennon i Yoko Ono również sporadycznie korzystali z opiatów, aż do zabójstwa artysty. Lennon jednak tuż przed śmiercią w wywiadzie dla Playboya skrytykował heroinę i kokainę nazywając je "głupimi narkotykami" - w tym okresie kierował się bardziej w stronę pejotlu czy grzybów halucynogennych (z jednoczesnym zastrzeżeniem, że bierze je maksymalnie dwa razy do roku).

R.U. Sirius przywołał także wypowiedź sir Paula dotyczącą porządku prawnego, który - jego zdaniem - należałoby zmienić: "Popieram dekryminalizację. Ludzie tak czy owak palą trawkę i robienie z nich przestępców jest błędem" (1997). McCartney wie o czym mówi - w 1980 roku został zatrzymany na lotnisko w Tokio właśnie za posiadanie marihuany. W jego walizce znaleziono ponad 200 gramów narkotyku - muzyk trafił na 10 dni do więzienia, następnie został deportowany, nigdy jednak nie zdecydował się na rzucenie palenia ponieważ - jak sam mówił - "to po prostu zbyt dobry stuff" (4 lata później podobną wpadkę artysta i jego żona zanotowali na Barbadosie, tym razem obyło się jednak bez większych konsekwencji).

Po premierze solowego albumu "Run Devil Run" autor "Yesterday" został przyłapany ze sławnymi aktorami Laurencem Fishburnem oraz Woodym Harrelsonem w trakcie palenia jointów - zdjęcie podpisane "The Three Stoners" ("Trzej Jaracze") ukazało się w magazynie dla konsumentów marihuany High Times. W 2008 roku basista The Beatles rozwiódł się z drugą żoną - Heather Mills, która jako jeden z powodów rozstania wymieniała jego skłonności do regularnego palenia. Dobitnie to pokazuje, że pomimo upływu lat w (żyjących jeszcze) Beatlesach nie wygasły młodzieńcze skłonności.

"And in the end, the love you take is equal to the love you make" ("The End")

Jeśli w dzisiejszych czasach spoglądamy na historię muzyki (i popkultury) łatwo zauważyć, jak wielkie piętno odcisnął na niej kwartet z Liverpoolu. Odbicie wpływu The Beatles jest również widoczne w dyskursie akademickim. A na pytanie postawione w tytule, pomimo upływu kilkudziesięciu lat, nadal trudno odpowiedź. Kwartet z Liverpoolu był pierwszym takim fenomenem w historii świata. Fenomenem buntu i poszukiwania własnego ja, który zawładnął mainstreamem, jednocześnie będąc inspiracją dla wszelkiego rodzaju kontestatorów.

Śródtytuły są jednocześnie fragmentami lub tytułami utworów The Beatles i solowych projektów muzyków grupy.

To miał być naukowy tekst, ale w praniu okazało się, że jest zbyt luźny jak na uniwersytecką publikację ;).
Trwa ładowanie komentarzy...